Rzeszów - Biała - Tyczyn - Hermanowa. W Tyczynie pobłądziłem trochę, w końcu droga się skończyła to zawróciłem, odpoczynek w parku (po którym nie można jeździć rowerem :D) i spowrotem do Rzeszowa.
Za każdym razem jak wyjeżdzam widze kogoś na kolarce, dzisiaj również :)
Dzisiaj pojechałem do Świlczy, a właściwie to trochę dalej :) w sumie to jechałem gdzie mnie oczy poniosą. Za Rzeszowem spotkałem młodego rowerzyste, akurat jechał w moją stronę, przyśpieszyłem trochę.
Jechałbym z nim dalej ale robiło się ciemno, a wczoraj niechcący połamałem czerwone światełko z tyłu :/ ... ale i tak dojechałem po zmroku. Dobrze że lampy przydrożne mocno oświetlają, bo tak byłbym nie widoczny. Dobrze też że mnie drogówka nie zatrzymała za brak świateł, swoją drogą ... coraz szybciej się robi ciemno. Ale teraz już tak będzie.
MAX: 47,2 km/h Kalorie: 315 Trochę chłodno: 13*-10*
Cel na dzisiejszy dzień osiągnąłem. Po drodze minęła mnie grupka 5 kolarzy, aż żal było że jechałem MTB, bo bym podążył za nimi, chociaż ciężko by było utrzymać ich tempo na właściwym podjeździe. Samo wzniesienie to ok. 3km jazdy pod górę (394 m.n.p.m).
Trochę zimno, na szczycie tylko 11* MAX(tylko!): ~ 52 km/h
Odkąd jestem w Rzeszowie, cały czas odkrywam nowe trasy, staram się nie jeździć już raz przejechanymi drogami :) tak było i dzisiaj ...
Rzeszów - Słocina - Matysówka.
Chyba ze 3 razy pobłądziłem, wyjechałem na jakieś bezdroża ... a chciałem na wzniesienie Marii Magdaleny, cofnąłem się i pojechałem na Matysówkę.
W drodze powrotnej robiąc zdjęcia, zagadnął mnie "autobusiarz", pogadaliśmy o cyfrówkach Sony i Canon :) ... swoją drogą pozdrawiam pana kierowce autobuslu linii 36 ;p, może w końcu "złapie" tę ostrość na zdjęciach heh.
Dzisiaj pechowo ... musiałem wcześnie zakończyć wyjazd :/
Rzeszów - Miłków - Zaczernie i z powrotem. Po drodze poluzowała mi się lewa korba, najpierw nakrętka potem już cała śruba. Skończyło się na tym że ostatnie 2 km prowadziłem rower trzymając w ręku korbę.
Tym razem na południe w stronę Krosna, 3 podjazdy na trasie, najpierw pod wiatr, więc powoli, a z powrotem już szybko. Ostatnie 5 km ze średnią ~ 28 km/h, bo zaczynało padać.
Dostałem dzisiaj nowy licznik na MTB, w piątek jade po niego :)
Preferuje kolarstwo szosowe, rzadziej uderzam w teren. Jeżdze jak na razie po podkarpaciu, w planach mam dłuższy wyjazd w góry. Mam Meride road 880 na osprzęcie campagnolo i Gianta G-100.