Pękła bariera 100 kilometrów w jeden dzień, dokładnie 102. Tego mi było trzeba. Trasa podobna do tej z przed tygodnia, ale do rzeczy:
Stalowa Wola - Pysznica - Piskorowy Staw - Słomiana - Krzaki - Spokojna - Ździary - Kąty - Domostawa - Łążek Ordynacki - (z powrotem przez) - Zarzecze - Nisko do Stalowej Woli.
Bardzo ładna pogoda - 22*-23* - wiart nie zbyt mocny, trasa w terenie płaskim, chodź były dwa fajne podjazdy; asfalt wymarzony na szosówke :)
Po zachodzie dokręciłem jeszcze ~30 km po mieście i drogą numer 77, tu już temperatura 13*-15*. Zdjęcie z licznika jako dowód :) MAX: 40,3 km/h Kalorie: 1202
Na pikniku industrialnym w Stalowej Woli.. W sumie to byłem tam 3 razy :] całość była wzdłuż ul. Grabskiego na obwodnicy.
Za pierwszym razem pojechałem z ojcem zobaczyć co tam jest na pikniku i dalej na ronda, Alutec i przez lasy. Drugi i trzeci raz z kuzynem na koncert Moniki Brodki i SBB. Później jeszcze był pokaz laserów, ale nie dotrwałem do niego, i tak przyjechałem rekordowo późno do domu - bo o 22:15. Prawdziwego czasu przejazdu nie znam ...
W studzieńcu trochę pobłądziliśmy, droga nam się skończyła :) to zatrzymaliśmy się na grzyby ... tylko dwa jadalne udało się znaleźć i jednego muchomora :D. W krzakach bardzo ładny odcinek drogi i do tego piękny las, tamtędy właśnie prowadzi zielony szlak rowerowy. W Zarzeczu remont nawierzchni, jeden pas jest czynny - to tak w ramach ostrzeżenia dla jadących tamtędy :)
I cała trasa ... wyszło 50 km. Wieczorem już sam siadłem na rower żeby dokręcić trochę, czułem że rekord już blisko. Zrobiłem 2 pętle na obwodnicy przez Rozwadów i do Agatówki drogą 77, potem jeszcze na ul. Solidarności i wróciłem do domu o 20:30 z uśmiechem, podniosłem sobie poprzeczkę o 7 km :)
Dzisiaj pechowo ... musiałem wcześnie zakończyć wyjazd :/
Rzeszów - Miłków - Zaczernie i z powrotem. Po drodze poluzowała mi się lewa korba, najpierw nakrętka potem już cała śruba. Skończyło się na tym że ostatnie 2 km prowadziłem rower trzymając w ręku korbę.
Tym razem na południe w stronę Krosna, 3 podjazdy na trasie, najpierw pod wiatr, więc powoli, a z powrotem już szybko. Ostatnie 5 km ze średnią ~ 28 km/h, bo zaczynało padać.
Dostałem dzisiaj nowy licznik na MTB, w piątek jade po niego :)
Preferuje kolarstwo szosowe, rzadziej uderzam w teren. Jeżdze jak na razie po podkarpaciu, w planach mam dłuższy wyjazd w góry. Mam Meride road 880 na osprzęcie campagnolo i Gianta G-100.